+ Odpowiedz na ten temat
Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 17

Temat: Kącik literacki

  1. #1
    Administrator Pandora ma wyłączoną reputację Avatar Pandora
    Zarejestrowany
    Aug 2010
    Postów
    921

    Thumbs up Kącik literacki

    Hej Legndowicze!

    Niezaprzeczalnym faktem jest, że mamy bardzo kreatywnych Legendowiczów, co nas, rzecz jasna, bardzo cieszy! Chcielibyśmy, aby opublikowane na Facebook opowiadania nie poszły w niepamięć, dlatego proponujemy wam opublikowanie ich na forum gry! Czekamy także na nowe publikacje, spośród których będziemy od czasu do czasu wybierać najlepsze i nagradzać!

    Do dzieła!

  2. #2
    Pościarz amator Wieczna chce chyba zostać użytkownikiem roku
    Zarejestrowany
    May 2011
    Postów
    11

    Smile moja własna poezja

    a czy można także tutaj zamieszczać własne wiersze? :)

  3. #3
    Pościarz amator Nienor chce chyba zostać użytkownikiem roku
    Zarejestrowany
    Sep 2010
    Postów
    17
    Blask Mirrou był przyćmiony duszącymi obłokami unoszącym się nad wyspą. Na horyzoncie gęsto wznosiły się czarne jak smoła snopy dymu. Każda warownia, każda chata, nawet każde drzewo zostało spopielone, gdy tylko znalazło się na drodze bezlitosnemu molochowi chaosu, armii straszliwej i nie znającej wytchnienia.
    Przedpola fortu przesączone zostały krwią poległych magmarów zmieszaną z czarną, plugawą juchą sług chaosu. Po raz kolejny udało się utrzymać szańce awanpostu tak by wróg nie zdołał wedrzeć się w głąb magmarskich ziem. Z wysokości umocnienień na pobojowisko spoglądało dwóch magmarów. Wtedy podszedł do nich trzeci, wyraźnie zmęczony bitwą.
    - Sytuacja w pozostałych posterunkach, melduj! – rozkazał nowoprzybyłemu rosły magmar o włosach koloru żywego ognia wspierający na swym ramieniu ogromny, obusieczny topór.
    - Na zachodzie upadł znaczny garnizon, panie – odparł niewysoki wojownik w zbroi poznaczonej głębokimi wgięciami. – Ocaleni są już z nami. Na Piekielnej Przełączy walki wciąż trwają, ale wróg zostanie odparty. Nasza siła tam większa.
    - A ludzkie pozycje w Górach Czońskich, a awanpost południowy tutaj na Fej-go? – Ruchlan zwrócił swoje surowe spojrzenie na podkomendnego.
    - Połu...? Ludzie? – żołnierz był najwyraźniej zaskoczony. – Nie wiem. – spuścił wzrok.
    - Dowiedz się. Zameldujesz mi to, a potem przekażesz rzemyk setnika wybranemu przez siebie dziesiętnikowi, pouczysz go, a w następnej bitwie staniesz w pierwszych szeregach jako zwykły wojak. Siła ramion nie wystarczy by piastować stanowiska, a pokazałeś właśnie, że jedyne co umiesz to młócenie mieczem.
    - Panie! – świeżo zdegradowany kapitan najwyraźniej niedowierzał, co potwierdzał jego głupkowaty wyraz twarzy. – Zechciej to raz...
    - Rozkazałem! – wykrzyczał Ruchlan, a na dźwięk jego grubego głosu wrony, które już zaczęły ucztować na pobojowisku zerwały się do lotu kracząc przeraźliwie. Pechowy żołnierz od razu popędził wykonać fatalne polecenie.
    - Nieźle sobie z nimi poczynasz, Ruchlanie – roześmiał się magmar o skórze czarniejszej od nocy i źrenicach białych jak płynna stal. – Powiedz mi dlaczego tak ważne jest dla ciebie to, czy ludzie jeszcze żyją? Gotów jestem pomyśleć, że jesteś im życzliwy. – zwrócił swoje baczne spojrzenie na swojego rozmówcę.
    - Gidwerze! Spójrz przed siebie – Ruchlan omiótł ręką całe pobojowisko. Padlinożercy już powrócili do uczty. Stosy trucheł gungów, usypane po bitwie, paliły się czarnym płomieniem wydzielają cuchnący, ciężki swąd. Obrońcy dobijali tych rannych, którym Chaos zabrał wszystko prócz gasnącego w mękach duszy i ciała życia. – Czy naprawdę sądzisz, że Twoja nienawiść i Twoja wojna są ważniejsza od mojej misji?
    - Znowu te twoje filozofie! - przywódca Gidwer podniósł głos wyraźnie zdenerwowany. – Dla mnie Chaos to narzędzie zabijające ludzi. Zabiera też, co prawda, moich wojowników, ale to cena, którą jestem w stanie zapłacić! Obroń swój posterunek dłużej niż ta ludzka suka jej. To jest twoje zadanie. Twoja misja! Nie żadna wojna z Chaosem, którego i tak nie pokonasz! – przerwał po czym już spokojniejszym tonem rzekł: - Wracam do Dartrongu, zachciało mi się pochędożyć. – w jego dłoniach zabłysł czerwony klejnot i Gidwer zaczął rozpływać się w powietrzu.
    - Głupcze! – Ruchlan nie pohamował emocji. Czarne usta magmarskiego generała wygięły się w grymasie złości. Nim jego postać całkowicie rozmyła się na wietrze rzucił Ruchlanowi rozjuszone spojrzenie, lecz nie zdążył nic powiedzieć.
    – Tak długo jak ja i Bachasza odpieramy siły Chaosu, – kontynuował strażnik Ruchlan mówiąc już tylko do siebie, w nozdrzach czując zapach krzepnącej krwi i dymu, pośród jęków okaleczonych i umierających, którym jeszcze nie zdążono skrócić mąk – tak długo wojna między naszymi rasami będzie miała sens. Jeśli Chaos zajmie którykolwiek kontynent, drugi szybko do niego dołączy zdeptany i spalony, po wieki spaczony! Ostatnią bitwę wygraliśmy jedynie dzięki bożej pomocy... Co jeśli następnym razem jej zabraknie? – zapytał zrezygnowany.

  4. #4
    Pościarz MMOFenix12 chce chyba zostać użytkownikiem roku
    Zarejestrowany
    Sep 2010
    Postów
    47
    Coraz trudniej mi ciebie zapomnieć
    Ciebie ty mój słodkokwiecie
    Ciebie ty mój złociutki habusku
    Ciebie ty mój niebieski agatku
    Ciebie ty mój kamienny karpiku
    Ciebie ty mój nietoperku atszu
    Coraz trudniej mi ciebie zapomnieć
    Ciebie ty moja czarna belladono
    Ciebie ty moja złota funkio
    Ciebie ty moja jaskiniowa rybko
    Ciebie ty moja jadowita sklopendro
    Ciebie ty moja pięciolistna koniczynko
    Coraz trudniej nam o sobie zapomnieć
    Razem wstajemy jak słońce Mirroru
    Razem wybuchamy jak wulkan
    Razem płyniemy jak rzeka
    Ty odwiecznie u ludzi zamknięty
    Ty odwiecznie u magmarów zamknięta
    Jedynie gdy na biegun uciekniemy
    Jedynie gdy pod wode uciekniemy
    Jedynie gdy na płaskowyż się przeteleportujemy
    To wtedy właśnie możemy...
    To wtedy mur rozbijemy ...
    Nienawiści wrogich ras
    Odwieczną wojne ślubem zakończymy
    U Szezary
    która pragnie abyśmy sie ożenili
    Wtedy to wojna człowieka pochłonie
    A magmarka w morzu utonie
    I tak wiersz ten przypomina
    o miłości która
    Tylko w mniejscach neutralnych przetrwać mogła
    I przetrwła aż do śmierci
    gdzie teraz w niebie
    kochankowie łączą swe dusze w ukojenie
    Lubie broń kocham zabijać magmarów

  5. #5
    Pościarz MMOFenix12 chce chyba zostać użytkownikiem roku
    Zarejestrowany
    Sep 2010
    Postów
    47
    Wieczna
    Lepiej by bylo zeby wiersz byl z legendą związany

  6. #6
    Nałogowy pościarz Master89 chce chyba zostać użytkownikiem roku Avatar Master89
    Zarejestrowany
    Sep 2010
    Postów
    165
    Opowieść pierwsza : (nagroda publiczności 57 głosów)

    Rozłam Ludzi i Magmarów

    Dawno, dawno temu, kiedy konflikt między Magmarami, a Ludźmi jeszcze nie istniał, a kraina Feo była wiecznie piękna i zielona, żyła królowa Meola. Jej szarosrebrne włosy sięgały do samej ziemi. Pomimo niewielkiego wzrostu kobieta roztaczała wokół siebie aurę spokoju i mądrości. Nie znany był jej strach i ból. Władczyni rządziła krajem mądrze i uczciwie. Nie pozwalała na walki i grabieże. Każdy w jej królestwie mógł czuć się bezpiecznie i krążyć po jej bezdrożach bez broni i obaw o życie. Aż do tego pamiętnego dnia...


    Nie wiedząc skąd, nagle w krainie Feo pojawiły się Potwory. Jedni powiadali, że wyszły z pod ziemi, inni, że spadli z nieba. Jednak prawda była jedna: nie miały przyjaznych zamiarów. Ich przybycie do tej pory owiane jest tajemnicą.
    Lecz nie o ich przybyciu pamiętano, lecz o poczynaniach. Tuż po pojawieniu się niezwykłych stworzeń na terenach Feo, królowa została uprowadzona. Strzeżona przez gwardie Wielkich Skorpionów, Gordotów i Kamiennych Golemów została zamknięta w lochach zamku na Kurchanie Mocy.


    Grupa ochotników, których nazwano Magistrami ruszyła na pomoc królowej. Magistranci składali się z 4 Ludzi (Samara, Kalio, Faramira, Bogara) i 5 Magmarów (Jope, Aragor, Sawa, Olafa, Jazza) nie wyszkolonych w boju, ale o sercu tak mężnym, że żaden mieszkaniec im nie dorównywał ani wytrwałością ani siłą przetrwania. Samar najstarszy z ochotników, dominował rozwagą i pomysłowością. Kalio mąż nad mężami, odznaczał się niezwykłą siłą i nieugiętością. Bracia Faramir i Bogara miejscowi rzemieślnicy, synowie młynarza. Jope, Aragor, Olaf i Jazza najzdolniejsi myśliwi magmarscy. Oraz Sawa pretendent do tronu królewskiego. Cała dziewiątka choć tak odmienna razem tworzyła wyjątkową drużynę. Jednak pomimo Spartańskiej odwagi Magistranci polegli. Siła potworów była tak wielka, że nie wyszkoleni w boju rycerze musieli ulec. W walce stracili życie Kalio, Bogara, Jope, Aragor, Saw, Olaf i Jazz. Przeżyło jedynie 2 Ludzi. Samar mędrzec, pozbawiony wzroku w czasie potyczki z Zażartym Psem, oraz Faramir ugryziony przez Gorgulie w lewe ramię. Przerażeni utratą najlepszych wojowników Magmarowie zaczęli panikować. Zorganizowali Tajne Zebranie, na którym postanowili zawrzeć pakt z potworami w zamian, za pozostawienie północnych terenów krainy Feo pod władaniem Magmarów. Grupa czerwonoskórych Magmarów pod przywództwem Talio (jednego z braci poległych wojowników) ruszyła na spotkanie z potworami. Unosząc wysoko białą flagę weszli do środka Kurchanu Mocy i ujrzeli Wielkiego Wodza Potworów. Potwór nie przypominał wyglądem istot jakie do tej pory znali. W jego wielkich czerwonych oczach widać było całe zło jakiego dokonał. Szerokie naramienniki zakończone długimi ostrzami zakrywały jego muskularną budowę. Talio nie widział do tej pory istoty promieniującej taką potęgą. Władca przystał na ich prośbę pod warunkiem, iż na jego oczach zabiją królową i w ramach dowodu lojalności przyniosą mu 100 Ludzkich głów.


    Podczas Drugiego Tajnego Spotkania Magmarowie postanowili spełnić warunki Potwora. Zebrali 50 najtęższych mężów i ruszyli na plac O'Delvais. Nie przygotowani Ludzie szybko ulegli sile i determinacji Magmarów. Najeźdźcy palili domy i pola. Nie zwracali uwagi czy ich ofiarą jest dziecko, kobieta czy mężczyzna. Ich cel był jeden. Wykonać rozkaz.

    Ludzi zdziesiątkowano, a ich skalpy dostarczono Władcy. Zadowolony posłuszeństwem Magmarów Wielki Władca Potworów kazał sprowadzić królową i na oczach wszystkich pozbawić ją życia.
    Talio nie był mordercą, nigdy nie zabijał wroga, który nie mógł się bronić, ale tym razem nie miał wyboru. Na szali leżało jego życia, a po drugiej stronie Królowej. Wybór był oczywisty. Wyjął falisty nóż, zaostrzony na czubku i wbił go prosto w serce władczyni. Jej biała suknia zaszła krwią, powieki opadły, ręce przestały drgać, lecz to nie był koniec...


    W momencie śmierci Meoli, z jej ciała rozbłysło białe światło. Wielka siła ugodziła Władce Potworów dokładnie w sam środek piersi. Władca stracił życie. Zapadła długa cisza. Obecni nie zdawali sobie sprawy z wydarzeń, jakie właśnie w tej chwili zaszły. Talio podniósł się pierwszy, odciął głowę nieżywemu już Władcy i rzucił w kierunku zdezorientowanych Potworów. Odgłosy odbijanego czerpu rozeszły się po wszystkich komnatach zamku. Wystraszone potwory śmiercią swojego przywódcy wpadły w popłoch. Rozeszły się po całej krainie, atakując każdą dwunożną istotę jaką spotkali na swej drodze.


    Tak rozpoczęła się odwieczna walka, w której każda z trzech stron próbowała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Ludzie nienawidzili Potworów, za napaść na krainę Feo, ale jeszcze większą nienawiść czuli do Magmarów, za tak wielką zdradę jakiej się dopuścili. Na cześć tych smutnych wydarzeń Kurchan Mocy nazwano Kurchanem Płaczu, a ludzie opuścili tamte krainy udając się do najbliższych miast.



    link do facebook : http://www.facebook.com/WojnaSmokow/...49328358436244
    ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Opowieść druga : (nie przyznana nagroda publiczności 29 głosów dlaczego ? To wie tylko Admin )

    Ludzka zemsta

    Feo... kiedyś kraina piękna i bezpieczna, dziś zniszczona wojnami. Po lokacjach krążą armie Potworów, niszcząc i plądrując dobytek ludzki i magmarski. Nikt już w świecie Feo nie czuje się bezpieczny. Codzienne napaście potworów spowodowały iż każdy mieszkaniec dobył broni. Dodatkowym problemem Ludzi, są coraz to liczniejsze bitwy z Magmarami. Nienawiść ludzka, pogłębiona ostatnimi poczynaniami Magmarów zaczęła sięgać górnej granicy. W obronie południowych terenów Feo, społeczeństwo Ludzi powołało grupę Strażników, którzy zarówno za dnia jak i nocy strzegła domów śpiących mieszkańców przed magmarskimi najazdami. Grupą strażników przewodził, zasłużony wcześniej w boju mędrzec Samar. Owy starszy człowiek, nie nadawał się już do zmagań, w których niezbędna była dobra kondycja i siła mięśni. Nie licząc swojego wieku, miał jeszcze jedną wadę. Stracił wzrok. Wiele lat temu, kiedy to rozpoczął się konflikt, między Ludźmi, a Magmarami, wziął on udział w niezwykłej bitwie, z liczną armią Potworów. Bitwa zakończyła się klęską, której przeżyło tylko dwóch Ludzi, Samar i Faramir. Samar człowiek, pozbawiony wzroku i Faramir jednoręki, dobrze zbudowany rzemieślnik, który dziś dowodzi armią przeciwko Magmarom. To właśnie o nim jest ta historia.

    Po ostatniej bitwie z Magmarami, pod jaskiniami Gizedora natknął się on na niezwykłą szkatułkę. Początkowo wyglądała ona jak zwykła skrzynka, które na co dzień otwierane są przez włamywaczy. Jednak, nie była ona zamknięta, ani w żaden sposób zabezpieczona. A na wierzchu pokrywy kryła napis „Należę do Szeary”.

    Niezwykła szkatułka Szeary, tak ją przedstawił, na cotygodniowym zgromadzeniu ludzkich Magistrów (tak zaczęto nazywać wyszkolonych i wysoko odznaczonych w boju Ludzi). Faramir bowiem odkrył jej sekret i właściwości. Za każdym razem jak się ją otworzyło, działo się coś niezwykłego. Czasem ze skrzyni wyskakiwał, jakiś krwiożerczy Potwór, czasem znajdował w niej drogocenny skarb, a czasem przenosiła go w różnie niezwykłe miejsca. Tą ostatnią właściwość w walce z Magmarami postanowił właśnie wykorzystać.

    Faramir, za zgodą Samara i większości rady postanowił powołać specjalny oddział żołnierzy, którzy, za pomocą szkatułki Szeary przedostaną się na tylnie tereny Magmarów i zaatakują ich gdy nie będą się tego spodziewać. W nocy, 17 dnia po ostatniej potyczce w jaskiniach 30 Ludzi zebrało się w kręgu i otworzyło szkatułkę. Białe światło wydobyło się z jej wnętrza, a przed oddziałem Faramira pojawił się gigantyczny Granitowy Golem. Nigdy nie można było przewidzieć tego co się stanie po otwarciu skrzyni. Golem zaczął atakować zaskoczonych żołnierzy, niszcząc ich zbroje, jakby były zrobione z papieru. Miecze, łuki i włócznie nie dosięgały Potwora. Jego twarda, jak kamień skóra nie przepuszczała do ciała żadnych obrażeń. Byłby to w zasadzie koniec opowieści, gdyby nie pojawił się On...

    Samar człowiek, który nie był w stanie utrzymać miecza w dłoni, siłą woli wezwał na pomoc magię, która rozsadziła przeciwnika. Wielokrotnie uczył on ludzką młodzież, że to nie siła mięśni decyduje o zwycięstwie, lecz jasność umysłu i wola walki. Jednakże rozpaleni w boju walk na miecze młodzi wojownicy nigdy nie chcieli go słuchać. Tego dnia to się zmieniło.

    Walkę z Golemem przetrwało tylko 23 żołnierzy. Faramir zamknął skrzynię i otworzył po raz kolejny. Tym razem ze skrzyni wyleciał złoty dym, a przed żołnierzami pojawiły się trzy księgi. Co zawierały, tego nikt nie wiedział. Były one bowiem napisane w pradawnym języku, który tylko najtęższe umysły potrafiły odczytać. Książki przekazano więc Samarowi, który zajął się ich studiowaniem.
    Kolejne uchylenie skrzyni wydobyło z niej niebieski dym. Faramir widział tylko powoli zanikający księżyc, a gdy otworzył oczy otaczała go nieznana ciemność. Wraz ze swoim oddziałem znalazł się w niewielkiej jaskini, na zboczu góry. Ujrzawszy światło księżyca zobaczył, tereny, których nie widział od wielu, wielu lat. Znajdował się na Magmarskich terenach, które niegdyś przemierzał. W oddali widział górujące nad całym krajobrazem wielkie miasto Dartrong. Nad miastem unosiły się tumany dymu, jakby właśnie przed chwilą uległo spaleniu.

    Nie tracąc czasu, Faramir przystąpił do wykonania planu. Kierując się w stronę miasta, zabijał, niszczył i palił wszystko co napotkał na swojej drodze. Nie miał on sumienia, tak jak nie mieli go Magmarzy, gdy palili jego dom. Zabijał mężczyzn jak i kobiety. Pali i niszczył. Nic nie uszło jego uwadze. Gdy wszedł do miasta, napotkał pierwszy opór. Grupa żołnierzy wszczęła alarm. Jednakże, mocno osłabieni i nie przygotowani Magmarzy nie zdołali odeprzeć natarcia Faramira.

    Miasto płonęło, mury padały. I wtedy pojawiły się bestie. Dugrchargi, bo tak nazywali je Magmarzy. Czerwonookie Potwory, nieznane do tej pory Ludzią. Dla magmarów walki z nimi były codziennością, jednak dla Ludzi, którzy pierwszy raz spotkali się z tak szybkimi stworzeniami, walka była trudnym wyzwaniem. Ich zręczność i błyskawiczność w chwytaniu i pożeraniu ofiary, przerosła nawet samego Faramira. Ludzie walczyli dzielnie, lecz krótko. Ginęli, w momencie gdy Dugrchargi wbijali kły w ich gardła. Na polu bitwy został tylko Faramir. Nie o tym marzył. Chciał umrzeć z godnością, w walce z Magmarami, a nie poszarpany i pożarty przez bestie. Odrzucił szkatułkę, która uwierała mu przy pasie i przygotował się na ostatnie pchnięcie w swoim życiu.

    I wtedy, zdarzyło się coś czego się nie spodziewał. Podczas upadku, szkatułka otworzyła się. A z jej wnętrza wydobył się zielony dym. Faramir już się nie obudził, ale jego ciało znajdowało się w dobrze mu znanym Okręgu Wirigia. Jak to się stało tego nikt nie wie. Może to był przypadek, a może sprawiła to wielka chęć powrotu do domu, jaką czuł Faramir w momencie śmierci. W każdym razie jego ciało wróciło do miejsca w którym się urodził i wychował. Do miejsca, które pamiętał, jak żadne inne.



    link do facebook : http://www.facebook.com/WojnaSmokow/...51121938256886
    Ostatnio edytowane przez Master89 ; 22.09.2011 o 20:28
    Nie ma złych pomysłów, są tylko błędne rozwiązania

    And who is the MASTER ?

  7. #7
    Super moderator Eventyr chce chyba zostać użytkownikiem roku Avatar Eventyr
    Zarejestrowany
    Aug 2010
    Postów
    824

    Wojna Smoków

    Boska Szeara ogarnęła wzrokiem krainy leżące poniżej. Patrzyła na cudowne Ogrium z jego puszczami, rzekami i zielonymi łąkami, z osadami ludzi i ich piękną stolicą O’Delvais. Następnie przeniosła wzrok na Chair, krainę ognia i wulkanów, spływającą roztopioną magmą, kraj gdzie mogły żyć tylko istoty zrodzone z samego ognia i magmy. Magmarska stolica Dartrong różniła się od O’Delvaisu jak noc od dnia ale jakże była piękna w swym ognistym blasku!

    Bogini westchnęła patrząc ma Płaskowyż Ciszy. Ukochała wszystkie rasy tego świata, bolały ją walki między nimi ale wiedziała, że nawet ona nie może zaprowadzić pokoju między Ludźmi i Magmarami, ich wzajemna nienawiść trwała już od tak dawna, że oni sami zapomnieli jak się zrodziła. A prawdziwy wróg czaił się u wrót do tego świata, gotów w każdej chwili uderzyć i zniszczyć obie krainy – Ogrium Ludzi i Chair Magmarów. Mało tego, już pierwsze oddziały ośmieliły się zaatakować tę cudowną krainę. Zagrożona była wyspa Fej-Go i kilka innych przygranicznych obszarów. Na Fej-Go utworzono Awanposty gdzie drużyny mieszkańców tego świata odpierały ataki najeźdźcy z ogromnym poświęceniem. Ale inne miejsca nie były bronione tak skutecznie, bandy ohydnych, bezdusznych gungów panoszyły się w nich bezkarnie, atakując wędrowców i okolicznych mieszkańców, tępiąc zwierzynę i siejąc zalążki Chaosu.

    Nie mogę zakończyć wzajemnej nienawiści moich ukochanych dzieci – pomyślała Szeara – ale mogę ją wykorzystać do walki przeciw najeźdźcom, okrutnym siłom Chaosu! - Sięgnęła myślami w przestrzeń
    - Erifarius! Striagorn!

    W oddali na jasnym niebie pojawiły się dwa maleńkie punkciki. Rosły i potężniały z każdą chwilą, migocząc bielą platyny i czernią antracytu. Promień wschodzącego słońca oświetlił zbliżające się w wielkim pędzie istoty i ich wężowate ciała rozbłysły w nim blaskiem drogocennych klejnotów. Pędziły ku bogini na skrzydłach wiatru, silne, piękne, dumne i tylko jej posłuszne. Szum skrzydeł narastał z każdą chwilą, aż złożyły je w locie nurkowym i wyhamowały tuż nad ziemią.

    Łup.
    Łup.
    Łup.


    Powietrze grzmiało poruszane ciężkimi uderzeniami potężnych skrzydeł kiedy smoki zawisły nad głową Szeary.
    - Jesteśmy, o Pani.

    Szeara patrzyła z czułością na wspaniałe smoki. Ich cielska były ogromne. Cudownie zarysowane mięśnie idealnie współgrały z harmonią całego ciała rysując się wyraźnie pod pokrytą lśniącymi łuskami skórą. Ich gadzie paszcze kryły zęby sięgające swą długością nawet do dwóch metrów. A w głębi gardzieli, w samych smoczych trzewiach huczało inferno, którym mogły spopielić wszystko na swej drodze w ognistym piekle.

    - Erifariusie! Striagornie! Od dziś, aż po kres ataków na naszą krainę będziecie wspomagać waszych podopiecznych w walce z najeźdźcą. Nie poradzą sobie sami, nie potrafią się zjednoczyć, zbyt wiele ich rożni. Dlatego postanowiłam, że z każdym nowiem księżyca będziecie staczać pojedynek między sobą a zwycięzca otrzyma energię pokonanego i w dwójnasób silny weźmie udział w walce przeciw siłom Chaosu. Skoro nie możecie walczyć ramię w ramię i skrzydło w skrzydło przeciw najeźdźcom to nie ma innego sposobu na połączenie waszych sił.

    Smoki łypnęły na siebie spod oka. Podobnie jak rasy, z których energii się zrodziły, tak i one nie pałały do siebie zbytnią miłością. Szeara uśmiechnęła się.

    - Wiem, że to wam odpowiada, ale mam nadzieję, że kiedyś te walki się skończą oraz zapanuje zgoda między rasami i między wami ponieważ kocham i cenię was wszystkich jednako.

    Kto wie, może przyczynią się do tego nawet wrogie siły Chaosu, zmuszając was do walki w obronie naszego świata – pomyślała odsyłając smoki z powrotem nieznacznym ruchem głowy – Nawet ja nie wiem co przyniesie przyszłość …
    Ostatnio edytowane przez Eventyr ; 22.09.2011 o 20:37

  8. #8
    Pościarz amator LordBandit chce chyba zostać użytkownikiem roku
    Zarejestrowany
    Mar 2011
    Postów
    6
    Mój wiersz :) Wiem że jest głupi ale cóż :

    1.

    Okrutni Kaci, zręczni Spryciarze,
    Żywotni Mamuci, mali Zorbiarze,
    Te wszystkie style walczą dzielnie,
    Ponieważ wszystko przy nich blednie,
    Stwory, demony, jaszczurki, golemy,
    Są to tylko początki domeny,
    W polach bitew nie jeden stracił głowę,
    Ale tylko po to żeby wyjść z honorem,
    Ale teraz pomyślmy o jednym !
    Kto tutaj na przykład wsadza za kratki ?
    Kto czuwa nad wszystkim aby był porządek ?
    To przecież proste ! Jest tych osób rządek :
    Piękna Pandora, waleczny Bodysplash
    Skryty Admin, mądrzy Pomocnicy.

    2.

    Kaci, mamuci, spryciarze, zorbiarze
    Stawajcie do walki
    Bo cudowna Szeara zagrzewa do jatki
    Dwa smoki zwarły się już w uścisku
    I niejeden wojownik dostanie po pysku
    Zarabiaj pieniądz, rób interesy
    Bo już niedługo funduszów przyjdą kresy
    W instancjach bijcie się zajadle
    No bo przecież męstwo samo Wam nie wpadnie !
    Leczcie rany, urazy, złamania
    Bo wiele rzeczy jest jeszcze do zbadania !

    To by było na tyle xD

    PS : Proszę pisać jak znajdziecie błędy ...

  9. #9
    Moderator Paleovenus chce chyba zostać użytkownikiem roku Avatar Paleovenus
    Zarejestrowany
    Sep 2010
    Postów
    1,043
    DWÓCH

    Czy ktoś z Was pomyślał kiedyś, obserwując nadejście dnia lub nocy, że ten spektakl, tak bardzo powszedni dla każdego, taki naturalny, normalny, przewidywalny, to coś dużo bardziej głębokiego i intymnego? Czy przyszło Wam do głowy, że te chwile przeplatania się ciemności z jasnością to taniec dwóch mocy, wirujących w swoich objęciach i drżących w uniesieniu z powodu ukojonej na chwilę tęsknoty? Tęsknoty odwiecznej, zrodzonej z ponadczasowej miłości dwóch istot skazanych na życie bez siebie, które jednak by istnieć muszą czerpać z siebie nawzajem światło i cień w tych krótkich chwilach, kiedy noc ustępuje dniu i dzień ustępuje nocy? Czy ktoś z Was wie, że ta nieśmiertelna wzajemna czułość utkanej ze światła Zorzy i mrocznego Cienia, niezmiennie powracająca o wschodzie i zachodzie Mirrou każdego dnia, wydała na świat owoce – dwóch synów zrodzonych z miłości archaicznej, czystej i dobrej, z wielkiej mocy światła i potężnej magii mroku?

    I choć Zorza i Cień splatają swe dusze i moce na czas tak krótki, że wielu z Was nawet tego nie zauważa, to jest jednak ktoś, kto zawsze czeka na ich taniec. Jest ich dwóch, zawsze wiernych, zawsze samotnych, oczekujących, o świetlistych oczach, w których czai się mroczna siła. Obaj, piękni jak Zorza i groźni jak Cień, codziennie o zmroku i poranku czekają na pocałunek matki by napełnić swe oczy dobrym światłem, i na oddech ojca dający ich duszom siłę, wytrwałość i dumę.

    Poczęci z mocy Or’Werrona, zrodzeni w popiele, na zgliszczach Kosmosu po ostatecznym upadku Tallaara, ku chwale nowego porządku i równowagi – po dziś dzień służą życiu krzewiąc dobro i walcząc z silami ciemności, nauczając i wspierając wojowników Chairu i Ogrium. Zbudowali azyle na obu kontynentach, ponad rasami i ponad wszelkimi podziałami niosą pomoc w walce z wszechobecnym złem i uczą jak się przed nim chronić. Wieczni wędrowcy, którzy nigdy nie podnoszą przyłbicy – dwaj bracia, dwa serca, dwie moce – tak powstali i tak żyją. Poznajcie ich. Oto Norak Życzliwiec i jego brat Szyko – paladyni, święci wojownicy.
    To sztuka! Tyle postaci na scenie ma materiał do gadania o tym, że autor nie ma nic do powiedzenia.

  10. #10
    Pościarz amator mc Raphael chce chyba zostać użytkownikiem roku Avatar mc Raphael
    Zarejestrowany
    Sep 2010
    Postów
    25
    „ Zarys historii Legendy: Wojny smoków”

    Dawno, dawno temu powstał Feo świat, podzielony na Ogrium i Chair o tak.
    Piękna Bogini Szeara wykorzystując energię obydwu ras stworzyła dwa smoki na ich ucieleśnienia znak.
    Magmarska rasa otrzymała potężnego strażnika Striagona.
    Enfariusem ludzka społeczność została obdarzona.
    Smoki stały się dla nich pomocą w walce ze złem jakie w nich zakwitło.

    - Z chaosem pomogą wam mierzyć się one
    wszystko przez wasze czyny krwią plamione
    wróg rośnie w sile kiedy wy mordujecie siebie
    wasze krainy opływają już w potoki krwiste. – przemówiła Szeara

    Choć słowa Szeary nie były pochwalne, ukazywały jak wojna i nienawiść dążą ku zagładzie.
    Walki ustały lecz nie na długo.
    Męstwo się stało jedyną drogą słuszną.
    W mroku słońca i blasku księżyca
    rasy zmagały siew krwawych Igrzyskach.
    Poszczególne plemiona łączyć zaczęły się w klany
    by wzmocnić pragnienie jedności której nie było od czasów dawnych.
    Obydwie rasy rozwijały swe zawody, aby stać się ich mistrzami.
    Trudnili się oni rybołówstwem ,zielarstwem i byli wytrawnymi geologami.
    Zdobyte surowce niektórzy wykorzystywali by tworzyć przydatne artefakty.
    Czarodziej, alchemik i jubiler wielkie uznanie za cechę ich kunsztu.
    Chęć bycia silniejszym wymagała lepszej broni i pancerzy.
    Przez różnorakie krainy krążyły okrutne bestie.
    Walka z nimi choć nie raz ciężka to warta szarży.
    Ponieważ części setu niektóre z nich zawierały, trudu wynagrodzenie.
    Dzielnych wojowników było więcej niż setki, kobiety jak i mężczyźni
    ich serca walecznością i odwagą przepełnione.
    Lecz pewnego dnia świat Feo zatrząsł się w posadach.
    Wrota chaosu zostały otwarte, zło na świat się wyłoniło.
    Olbrzym chaosu siał niemiłosierne, wszystko niszczące spustoszenie.
    Generał Ujar MO prowadził do walki straszliwe potworów hordy.
    Nastał czas by połączyć siły obydwu populacji.
    Wczesnym rankiem zaczął się morderczy bój, lecz zostanie wynagrodzony trud i znój.
    Nie było już odwrotu, wspólna walka stała się iskrą nadziei.
    Wielu wojowników poległo, wielu traciło nadzieje. Lecz smocze siły naprawiły morale.
    Roztopiona lawa w żyłach magmarów, czy ludzka krew w trudnej chwili rozgrzane niemal tak samo.
    Szale wygranej przenosiły się z jednej strony na drugą ale gdy ostatni z potworów chaosu
    poległ na ziemię wzbogacając ogromne koszary zwłok stosu.
    Magmar i człowiek każdy z nich mógł odetchnąć z ulgą.
    Obie społeczności ochłonięte po ostatnich wydarzeniach wróciły do dawnych zajęć.
    Po kilku miesiącach nadszedł czas długo oczekiwanego kolejnego nowiu księżyca.
    Smoki stanęły naprzeciw siebie i zaczęły walczyć w ognistych kręgach.
    Magmarzy i ludzie przyłączyli się do swoich smoków.
    Kohorty wojowników w zwarciu i szczęku broni.
    Tu nie ma miejsca na strach, marni wojownicy pozostają w akcie agonii.
    Po pewnym czasie Szeara wezwała do siebie smoki i mówi:

    - Teraz od was zależy wynik tej batalii
    na polu bitwy pozostaną wygrani i przegrani.

    I choć walki trwały jeszcze długie godziny.
    Zwycięski lud szybko nie został wyłoniony…
    Pewnie większość z was oczekuje zakończenia
    Ja mówię wam: - Chcesz je ujrzeć, więc w Legendzie do zobaczenia.



    mc Raphael - magmar

+ Odpowiedz na ten temat

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
Powered by Mail.Ru Games GmbH
© 2006-2011. IT Territory LLC | Impressum